"At the same time, I wanna hug you
I wanna wrap my hands around your neck
You're an asshole but I love you
And you make me so mad I ask myself
Why i'm still here, or where could I go
You're the only love i've ever known
But I hate you
I really hate you, so much
I think it must be
True love true love
It must be true love
Nothing else can break my heart like true love
True love, it must be true love
No one else can break my heart like you"
Nie wiem czy jest sens cokolwiek tu pisać, ten tekst wyjaśnia wszystko. Wszystko co czuję, myślę, co siedzi w mojej głowie. Chciałabym kiedyś się obudzić i byc w 100% pewna czego chcę, nie zawahać się ani razu i być szczęśliwą. Tak po prostu, nie patrzeć na innych, przestać widzieć Jego twarz, za każdym razem, gdy zamknę oczy. Przestać wspominać i unikać romantycznych piosenek. Zacząć żyć dalej, z uśmiechem na twarzy. Mam nadzieję, że czas mnie uleczy. Piosenka na dziś? To właśnie ta, która opisuje mój stan.
http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=c6vsHF3E9NU
Enjoy
czwartek, 24 stycznia 2013
poniedziałek, 21 stycznia 2013
Thank you for nothing, cause there's nothing left to lose.
Najlepszym wyjściem z sytuacji, gdy masz pełne ręce roboty jest oczywiście..nicnierobienie. Czasami sama sobie się dziwię, jak mogę tak szybko się poddawać, dlaczego z góry zakładam, że nie mam żadnych szans? Tym samym odkładam wszelkie starania i próby na bok skazując sama siebie na porażkę. Właściwie nie wiem od kiedy zaczęłam działać w ten sposób, nie mam pojęcia dlaczego zaczęłam tak robić. Teraźniejsza Ja z żadnej strony nie przypomina Mnie z choćby zeszłego roku. Pełna życia, uśmiechnięta, odważna, waleczna, uparta, pewnie była też cała masa wad, ale to właśnie te cechy były zawsze moimi osobistymi powodami do dumy, teraz już ich nie ma...
Nie potrafię się zmobilizować, potrzebuję mocnego kopniaka, który pozwoli mi się obudzić, ale zdaje się, że wkoło nie ma nikogo kto mógłby mi go 'sprzedać'. Nie mam żadnych zajęć, mam na myśli realizowanie pasji. Bardzo chciałabym tańczyć, może właśnie to pozwoliłoby mi stanąć na nogi, jednak szczerze mówiąc, nie mam ani kasy, ani czasu i tak właśnie koło się zamyka. Dość mam życia 'byle do piątku', 'byle do ferii', '...do wakacji' etc. chcę żyć teraz i już, czy to jest piątek, czy wtorek, rano czy wieczór. Szkoda, że nie wiem jak się za to zabrać..
Nie potrafię się zmobilizować, potrzebuję mocnego kopniaka, który pozwoli mi się obudzić, ale zdaje się, że wkoło nie ma nikogo kto mógłby mi go 'sprzedać'. Nie mam żadnych zajęć, mam na myśli realizowanie pasji. Bardzo chciałabym tańczyć, może właśnie to pozwoliłoby mi stanąć na nogi, jednak szczerze mówiąc, nie mam ani kasy, ani czasu i tak właśnie koło się zamyka. Dość mam życia 'byle do piątku', 'byle do ferii', '...do wakacji' etc. chcę żyć teraz i już, czy to jest piątek, czy wtorek, rano czy wieczór. Szkoda, że nie wiem jak się za to zabrać..
niedziela, 20 stycznia 2013
The best is yet to come
Po świętach. Nie mogę schudnąć, ale przynajmniej udowodniłam sobie, że potrafię wytrzymać bez słodyczy, więc nie jest najgorzej. Do wakacji jeszcze trochę czasu, mam nadzieję, że coś wymyślę. Czuję się WYPOMPOWANA, to chyba najlepsze słowo, jakim mogę określić mój stan. Śpię, snuję się, jem i znowu idę spać. Nie podoba mi się to, ale z drugiej strony nic nie mogę z tym zrobić. Nie mam pojęcia czemu tak się dzieje, szczerze mówiąc nie robię nic szczególnego, wróć, NIC nie robię. Może wiosna mnie trochę ożywi.
Kolejna sprawa która spadła na mnie dość nieoczekiwanie..mianowicie - tęsknota. Właściwie to ostatnia rzecz jakiej bym się spodziewała, choć może to nawet nie jest tęsknota, raczej egoizm, zaborczość. Nie tęskniłam trzy miesiące po rozstaniu, a zaczynam tęsknić i odczuwać stratę, kiedy widzę, że on nauczył się żyć beze mnie. Może to właśnie to boli mnie najbardziej. Liczyłam, że będzie przy mnie na zawsze, że będzie walczył o drugą szansę i nigdy o mnie nie zapomni, a jemu wystarczyły trzy miesiące. Zdaję sobie sprawę jak beznadziejnie to brzmi, na jaką egoistkę teraz Wam się kreuję, ale nic nie mogę na to poradzić, mimo, że doskonale wiem - nie mam prawa niczego od niego wymagać, to ja zerwałam nasz pakt, to ja przerwałam coś, co mogło jeszcze być piękne. Wiem jednak też, że to ja mimo wszystko nie wyobrażam sobie związać się teraz z kimś innym, porównywałabym ich w myślach, zastanawiałabym się jak zareaguje X na wiadomość o swoim zastępcy. Po prostu nie potrafię na chwilę obecną myśleć o kimś nowym. Zbyt wiele dla mnie znaczył, zbyt wiele się między nami wydarzyło. Czy żałuję? Nie wiem. Są momenty, których szkoda mi najbardziej, to początek naszej znajomości, kiedy wszystko było jeszcze słodkie i różowe, kiedy nie widzieliśmy swoich wad i nie próbowaliśmy się zmieniać. Później coś pękło i nic nie było już takie jak wcześniej. Liczyłam, że rozstanie pozwoli nam znowu się zauroczyć, nabrać dystansu, zatęsknić. Nie próbuję się teraz usprawiedliwić, naprawdę na to liczyłam. Jednak kiedy ja zaczęłam tęsknić, on najwyraźniej zdążył zapomnieć. Nie spodziewałam się takiego zakończenia, ale najwidoczniej właśnie takie było nam przeznaczone. Może kiedy wydoroślejemy oboje spojrzymy na pewne sprawy inaczej, może zobaczymy jeszcze dla nas szansę. Wiele może się zdarzyć. :)
Kolejna sprawa która spadła na mnie dość nieoczekiwanie..mianowicie - tęsknota. Właściwie to ostatnia rzecz jakiej bym się spodziewała, choć może to nawet nie jest tęsknota, raczej egoizm, zaborczość. Nie tęskniłam trzy miesiące po rozstaniu, a zaczynam tęsknić i odczuwać stratę, kiedy widzę, że on nauczył się żyć beze mnie. Może to właśnie to boli mnie najbardziej. Liczyłam, że będzie przy mnie na zawsze, że będzie walczył o drugą szansę i nigdy o mnie nie zapomni, a jemu wystarczyły trzy miesiące. Zdaję sobie sprawę jak beznadziejnie to brzmi, na jaką egoistkę teraz Wam się kreuję, ale nic nie mogę na to poradzić, mimo, że doskonale wiem - nie mam prawa niczego od niego wymagać, to ja zerwałam nasz pakt, to ja przerwałam coś, co mogło jeszcze być piękne. Wiem jednak też, że to ja mimo wszystko nie wyobrażam sobie związać się teraz z kimś innym, porównywałabym ich w myślach, zastanawiałabym się jak zareaguje X na wiadomość o swoim zastępcy. Po prostu nie potrafię na chwilę obecną myśleć o kimś nowym. Zbyt wiele dla mnie znaczył, zbyt wiele się między nami wydarzyło. Czy żałuję? Nie wiem. Są momenty, których szkoda mi najbardziej, to początek naszej znajomości, kiedy wszystko było jeszcze słodkie i różowe, kiedy nie widzieliśmy swoich wad i nie próbowaliśmy się zmieniać. Później coś pękło i nic nie było już takie jak wcześniej. Liczyłam, że rozstanie pozwoli nam znowu się zauroczyć, nabrać dystansu, zatęsknić. Nie próbuję się teraz usprawiedliwić, naprawdę na to liczyłam. Jednak kiedy ja zaczęłam tęsknić, on najwyraźniej zdążył zapomnieć. Nie spodziewałam się takiego zakończenia, ale najwidoczniej właśnie takie było nam przeznaczone. Może kiedy wydoroślejemy oboje spojrzymy na pewne sprawy inaczej, może zobaczymy jeszcze dla nas szansę. Wiele może się zdarzyć. :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
