Siema,siema..
Pixie wrak. total.
tak, wiem twórcze, jak nigdy.
wszystko się sypie, burzy, niszczy, psuje, detronizuje i nie wiem co jeszcze. jest beznadziejnie i nie zanosi się na poprawę. Nie wiem co czuję i do kogo, jakie uczucia by to nie były - trzeba je zabić, póki młodych nie wydały. Idiotyczne, ta, wiem.
Całkiem nieźle mi idzie, wmawiam sobie, że wcale nie jest dla mnie ważny i wszystko idzie świetnie, dopóki z nim nie porozmawiam. Czemu zawsze kiedy próbuje wybić go sobie z głowy, on staje się nagle tak uroczy? Żeby było ciekawiej - nie, wcale nie chodzi teraz o byłego chłopaka, który liczy, że do niego wrócę, tylko o mojego przyjaciela..i wiem, że cała ta notka brzmi jak napisana przez rozhisteryzowaną dwunastolatkę, bardzo za to przepraszam, ale właściwie tutaj jest jedyne miejsce, gdzie mogę opisać całą sytuację. Wyszło mi to jak wyszło, zdarza się najlepszym. ;>
W każdym razie - przepraszam, nie wiem nawet kogo, wątpię żeby ktoś to czytał, ale nie obchodzi mnie to. Piszę, żeby pomóc sobie, nie żeby urozmaicić komuś życie.
Keep calm and can't wait for Xmas.
All I want for chrismas is you.
środa, 5 grudnia 2012
niedziela, 2 grudnia 2012
totalne NIC
Witam. :)
Ogromnie dużo zdążyło się zmienić odkąd napisałam ostatnią notkę..Nie mam pojęcia czy są to zmiany na lepsze..Pogodziłam się z osobą, którą delikatnie mówiąc olałam jakiś czas temu, nie da się ukryć - wciąż czuję pewien niedosyt i to nawracające pytanie-'co by było, gdyby..', tego prawdopodobnie już nigdy się nie dowiem.
Zrobiłam też coś, co nie sądziłam, że kiedykolwiek nastąpi, zwątpiłam w naszą miłość, pogrążyłam się w rutynie. Zamknęłam pewien rozdział, zamykając przy tym zarówno swoje, jak i jego serce, a nadal nie jestem pewna czy tego chciałam. Mam nadzieję, że czas pokaże. Moja niepewność doprowadziła do takiego rozwiązania, przyszło mi to z ogromnym trudem i roztrzaskało moje serce, jednak zrozumiałam to zbyt późno. Teraz nie mogę się już wycofać, to byłaby zbyt duża odpowiedzialność, większa niż na początku, kiedy nasza miłość się zaczynała. Najbardziej szkoda mi właśnie tego okresu, tej beztroski, szczęścia z posiadania siebie nawzajem, tego nieograniczonego zaufania..tego obrazu idealnego chłopaka przy każdym spojrzeniu w jego oczy...
Chciałabym, żeby to wróciło, żeby rutyna przestała istnieć, bym zapomniała o jego tak irytujących mnie ostatnio wadach, bym znów widziała w nim tylko, albo aż miłość mojego życia, bym już zawsze mogła leżeć wtulona w jego ramiona i by świat przestał istnieć. Niestety, jedyne co życie ma mi do zaoferowania to czas, który być może pokaże mi pewne sprawy w zupełnie innym świetle i pozwoli zrozumieć siebie samą...
To właściwie tyle na temat miłości, która zapowiadała się wspaniale, lecz niestety zmarła młodo, jednak to nie koniec notki, muszę wyspowiadać się z kilku innych męczących mnie kwestii..
Przyjaźń.
nie mam pojęcia jak ją określić fałszywa, szczera, jednostronna? Nie mam pojęcia, nie ma słów, które opisałyby, to co dzieje się w moim sercu, gdy myślę o tym człowieku. Nie ma też słów, które mogłyby opisać jak działa na mnie każdy jego dotyk, dlaczego nie pamiętam co powiedziałam, gdy tylko on mnie przytuli? Dlaczego nie jestem w stanie przy nim myśleć? Sporo tego prawda? A to dopiero połowa, pozostaje jeszcze kwestia 'czego on chce ode mnie'. Przyjaźni? To sobie wmawiam - że oboje liczymy wyłącznie na przyjaźń. Jaka jest prawda? Bóg jeden raczy wiedzieć.
Bywa, że jesteśmy wobec siebie na prawdę w porządku, bywa, że nie mamy o czym rozmawiać i jesteśmy rozczarowani sobą nawzajem, ale niestety są też chwile, kiedy jesteśmy jak para i bynajmniej nie mówię tu o parze przyjaciół, czy znajomych..
Dlaczego niestety? Ponieważ przez te momenty zniszczyłam swoje uczucia, między innymi te, którymi obdarzyłam cudownego chłopaka, te, którym poświęciłam pierwszą część notki. Te momenty, w których wydaje mi się, że moglibyśmy być razem psują wszystko to, co do tej pory starannie budowałam, burzą poczucie bezpieczeństwa. Nie wiem i prawdopodobnie nigdy się nie dowiem, co on do mnie czuje, dlaczego się ze mną przyjaźni i czy to na pewno jest przyjaźń? Nie dowiem się też, czy chce ode mnie czegoś więcej, ale boi się, że zrujnuje naszą dotychczasową więź.
Gdyby tego było mało, mam coś na deser. Przeprowadzam się. Mimo, że wcale tego nie chcę, ale wiem, że nie mogę odmówić, nie mogę zmienić zdania, nie mogę zniszczyć życia jedynej osobie, której naprawdę na mnie zależy, nie wybaczyłabym sobie tego...
Całość, którą wam przedstawiłam, wydaje się nierealna i napisana przez nudzące się dziecko z wybujałą wyobraźnią...ale niestety - to prawda. Sama się w tym gubię, więc nie zdziwię się, jeśli nie zrozumiecie ani słowa z tego co tu napisałam. Tak czy inaczej, trzymajcie się i życzę wam znacznie stabilniejszych uczuć i spokojniejszych chwil, niż moje w tym momencie. <3
Ogromnie dużo zdążyło się zmienić odkąd napisałam ostatnią notkę..Nie mam pojęcia czy są to zmiany na lepsze..Pogodziłam się z osobą, którą delikatnie mówiąc olałam jakiś czas temu, nie da się ukryć - wciąż czuję pewien niedosyt i to nawracające pytanie-'co by było, gdyby..', tego prawdopodobnie już nigdy się nie dowiem.
Zrobiłam też coś, co nie sądziłam, że kiedykolwiek nastąpi, zwątpiłam w naszą miłość, pogrążyłam się w rutynie. Zamknęłam pewien rozdział, zamykając przy tym zarówno swoje, jak i jego serce, a nadal nie jestem pewna czy tego chciałam. Mam nadzieję, że czas pokaże. Moja niepewność doprowadziła do takiego rozwiązania, przyszło mi to z ogromnym trudem i roztrzaskało moje serce, jednak zrozumiałam to zbyt późno. Teraz nie mogę się już wycofać, to byłaby zbyt duża odpowiedzialność, większa niż na początku, kiedy nasza miłość się zaczynała. Najbardziej szkoda mi właśnie tego okresu, tej beztroski, szczęścia z posiadania siebie nawzajem, tego nieograniczonego zaufania..tego obrazu idealnego chłopaka przy każdym spojrzeniu w jego oczy...
Chciałabym, żeby to wróciło, żeby rutyna przestała istnieć, bym zapomniała o jego tak irytujących mnie ostatnio wadach, bym znów widziała w nim tylko, albo aż miłość mojego życia, bym już zawsze mogła leżeć wtulona w jego ramiona i by świat przestał istnieć. Niestety, jedyne co życie ma mi do zaoferowania to czas, który być może pokaże mi pewne sprawy w zupełnie innym świetle i pozwoli zrozumieć siebie samą...
To właściwie tyle na temat miłości, która zapowiadała się wspaniale, lecz niestety zmarła młodo, jednak to nie koniec notki, muszę wyspowiadać się z kilku innych męczących mnie kwestii..
Przyjaźń.
nie mam pojęcia jak ją określić fałszywa, szczera, jednostronna? Nie mam pojęcia, nie ma słów, które opisałyby, to co dzieje się w moim sercu, gdy myślę o tym człowieku. Nie ma też słów, które mogłyby opisać jak działa na mnie każdy jego dotyk, dlaczego nie pamiętam co powiedziałam, gdy tylko on mnie przytuli? Dlaczego nie jestem w stanie przy nim myśleć? Sporo tego prawda? A to dopiero połowa, pozostaje jeszcze kwestia 'czego on chce ode mnie'. Przyjaźni? To sobie wmawiam - że oboje liczymy wyłącznie na przyjaźń. Jaka jest prawda? Bóg jeden raczy wiedzieć.
Bywa, że jesteśmy wobec siebie na prawdę w porządku, bywa, że nie mamy o czym rozmawiać i jesteśmy rozczarowani sobą nawzajem, ale niestety są też chwile, kiedy jesteśmy jak para i bynajmniej nie mówię tu o parze przyjaciół, czy znajomych..
Dlaczego niestety? Ponieważ przez te momenty zniszczyłam swoje uczucia, między innymi te, którymi obdarzyłam cudownego chłopaka, te, którym poświęciłam pierwszą część notki. Te momenty, w których wydaje mi się, że moglibyśmy być razem psują wszystko to, co do tej pory starannie budowałam, burzą poczucie bezpieczeństwa. Nie wiem i prawdopodobnie nigdy się nie dowiem, co on do mnie czuje, dlaczego się ze mną przyjaźni i czy to na pewno jest przyjaźń? Nie dowiem się też, czy chce ode mnie czegoś więcej, ale boi się, że zrujnuje naszą dotychczasową więź.
Gdyby tego było mało, mam coś na deser. Przeprowadzam się. Mimo, że wcale tego nie chcę, ale wiem, że nie mogę odmówić, nie mogę zmienić zdania, nie mogę zniszczyć życia jedynej osobie, której naprawdę na mnie zależy, nie wybaczyłabym sobie tego...
Całość, którą wam przedstawiłam, wydaje się nierealna i napisana przez nudzące się dziecko z wybujałą wyobraźnią...ale niestety - to prawda. Sama się w tym gubię, więc nie zdziwię się, jeśli nie zrozumiecie ani słowa z tego co tu napisałam. Tak czy inaczej, trzymajcie się i życzę wam znacznie stabilniejszych uczuć i spokojniejszych chwil, niż moje w tym momencie. <3
Subskrybuj:
Posty (Atom)