Wszystko to doprowadza mnie do szaleństwa, do istnej rozpaczy. Nienawidzę sama siebie za to jakie ilości słodyczy pochłaniam i jak wyglądam, ale z drugiej strony, moja osoba nigdy chyba nie słyszała o tzw.'silnej woli'. Nie mam pojęcia jakie jest wyjście z tej pokręconej sytuacji. Jakieś pomysły? Nie mogę na siebie patrzeć..
Drugiego dnia za to, wydaję się sobie całkiem w porządku, nie ma szału, ale nie ma też tragedii. A skoro nie ma tragedii, to co robimy? JEMY. 'No przecież jestem szczupła, od jednego batona nie utyję', właśnie po tym przychodzi sytuacja wcześniejsza. Wstręt, obrzydzenie..JEDZENIE.
Drugiego dnia za to, wydaję się sobie całkiem w porządku, nie ma szału, ale nie ma też tragedii. A skoro nie ma tragedii, to co robimy? JEMY. 'No przecież jestem szczupła, od jednego batona nie utyję', właśnie po tym przychodzi sytuacja wcześniejsza. Wstręt, obrzydzenie..JEDZENIE.
Piosenka na dziś? będzie bez linku. Nickelback-Trying Not To Love You
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz