piątek, 31 sierpnia 2012

Błędne koło

Cześć. Nie mam pojęcia dla kogo to piszę. Nie chcę mieć czytelników. Chcę jedynie wyspowiadać się ze swoich myśli. Przekształcić te ulotne przemyślenia, w materialny dowód mojego szaleństwa. Chyba tylko tak mogę to nazwać. Gubię się w codzienności i popadam ze skrajnosci w skrajność. Jednego dnia, nie mogę patrzeć na swoje ciało. Przerażam sama siebie, wiem, że nie ma być może powodów do wielkiej rozpaczy, kiedy przy wzroście 168cm waży się 58kg, ale skoro ta waga mi nie odpowiada, to każdy człowiek o zdrowych zmysłach przestałby jeść jak nakręcony, by schudnąć i poprawić sobie samopoczucie. Ale nie ja! Gdzieżbym tam przestała jeść. Ba, mało tego. Zacznę jeść jeszcze więcej, co mi tu będzie waga kit wciskać. Tłuszcz? Jaki tłuszcz? to chwilowe, a wszystko skończy się na drugi dzień, kiedy znów spojrzę z obrzydzeniem na własne odbicie..
Wszystko to doprowadza mnie do szaleństwa, do istnej rozpaczy. Nienawidzę sama siebie za to jakie ilości słodyczy pochłaniam i jak wyglądam, ale z drugiej strony, moja osoba nigdy chyba nie słyszała o tzw.'silnej woli'. Nie mam pojęcia jakie jest wyjście z tej pokręconej sytuacji. Jakieś pomysły? Nie mogę na siebie patrzeć..
Drugiego dnia za to, wydaję się sobie całkiem w porządku, nie ma szału, ale nie ma też tragedii. A skoro nie ma tragedii, to co robimy? JEMY. 'No przecież jestem szczupła, od jednego batona nie utyję', właśnie po tym przychodzi sytuacja wcześniejsza. Wstręt, obrzydzenie..JEDZENIE.


Piosenka na dziś? będzie bez linku. Nickelback-Trying Not To Love You

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz